Sierpień 2024

Projekt 365 — rozdział drugi

Sierpień przyszedł jak ciepły, dojrzały oddech lata. Nie miał w sobie pośpiechu lipca, nie miał jego pierwszej ekscytacji. Sierpień był spokojniejszy, pewniejszy siebie, jak ktoś, kto już wie, że nic nie musi udowadniać. Światło stało się cięższe, bardziej złote, jakby wisiało nad ziemią dłużej niż zwykle. Poranki pachniały rosą, a wieczory miały w sobie miękkość, której nie da się pomylić z żadnym innym miesiącem.

W sierpniu drogi prowadziły inaczej. Nie wprost, nie na skróty tylko tak, jakby chciały pokazać coś jeszcze, coś ukrytego między polami, w cieniu drzew, w zakrętach, które pojawiały się nagle. To był miesiąc spotkań z ciszą, ale też z ruchem: ptak przelatujący nisko nad łąką, koń stojący w świetle zachodu, mgła, która podnosiła się powoli, jakby nie chciała opuszczać nocy.

Każdy dzień sierpnia był jak rozmowa inna niż lipcowa. Bardziej dojrzała, bardziej świadoma, bardziej skupiona na tym, co trwa tylko chwilę. W sierpniu światło nie uciekało. Ono zapraszało.

To był miesiąc, w którym fotografia stawała się nie tylko zapisem, ale kontynuacją drogi rozpoczętej w lipcu. Miesiąc, w którym czułem, że Projekt 365 zaczyna nabierać własnego rytmu. Że to już nie tylko codzienny kadr, ale opowieść, która zaczyna układać się w większą całość.

Sierpień zostawił po sobie obrazy, które pachną ciepłem ziemi, dojrzewającym zbożem, wieczornym światłem. Zostawił też spokój ten, który przychodzi dopiero wtedy, gdy człowiek przestaje gonić, a zaczyna być.


To był drugi rozdział.
Inne światło.
Inne drogi.
Inna opowieść.
Ale ta sama podróż — ta, która prowadzi dalej, dzień po dniu.

Przewijanie do góry