Maj 2025
Projekt 365 — rozdział jedenasty
Maj to dużo chodzenia i trochę przypadków.
Góry były w tym miesiącu częściej niż planowałem. Raz spokojnie, raz totalnie na zmęczeniu, czasem bezsensownej decyzji, czy iść dalej, czy zawrócić. I to „dalej” zwykle wygrywało. Jest też sporo śmiechu z samego siebie. Zmęczenie, źle policzony czas, błoto tam, gdzie nie powinno go być. I ta myśl: „no tak, znowu to samo”.
Najwięcej zostaje i tak nie ze zdjęć, tylko z sytuacji. Z tego, że się idzie dalej mimo zmęczenia, że coś nie wychodzi, że trzeba zawrócić albo skrócić trasę i że to też jest część tego wszystkiego.
Konie pojawiały się jakby mimochodem. Stojące przy drodze, w polu, czasem zupełnie nie w tym momencie, kiedy by się ich człowiek spodziewał. I zawsze z tym samym spokojem, który trochę nie pasował do reszty dnia.
Najwięcej zostaje i tak nie ze zdjęć, tylko z sytuacji. Z tego, że się idzie dalej mimo zmęczenia, że coś nie wychodzi, że trzeba zawrócić albo skrócić trasę.
Zatrzymałem się na chwilę,
tylko żeby złapać oddech.
A maj już był dalej,
więc poszedłem za nim.
