Listopad 2025

Projekt 365 — rozdział siedemnasty

Listopad nie próbuje niczego ukryć.

Drzewa są już prawie puste, pola szare, ziemia cięższa. Kolory znikają i zostaje to, co jest naprawdę. Dni są krótkie. Czasem wydaje się, że ledwo się zaczęły, a już się kończą. Światło nie daje za dużo czasu — trzeba je złapać, albo pogodzić się z tym, że go nie będzie.

Więcej pustki niż rzeczy do zatrzymania.

Wszystko dzieje się ciszej, prawie niezauważalnie. Nie ma jednego momentu końca. Jest tylko powolne znikanie rzeczy, które jeszcze niedawno były oczywiste. I właśnie to jest piękne, że zauważamy tego, co znika, zanim zdążymy się do tego przyzwyczaić.


Listopad stoi w miejscu,
choć wszystko się zmienia.

Wiatr przesuwa puste pola
jak kartki bez tekstu.
A niebo robi się cięższe,
jakby coś w nim zostało.

Ślady w ziemi trwają dłużej
niż sama obecność.

I tylko drobne rzeczy
jeszcze przypominają,
że coś tu było wcześniej.

Przewijanie do góry